Gabriela Jarzębowska, Starsza pani musi zniknąć

4 lipca 2008 roku mieszkańcy Trójmiasta byli świadkami niespotykanego wydarzenia. Nad aglomeracją miało przelecieć UFO. Od rana wśród mieszkańców, mediów i odpowiednich służb można było wyczuć wyraźne poruszenie. O niezwykłym, spodziewanym na wieczór zderzeniu cywilizacji rozpisywały się gazety oraz dudniły rozgłośnie radiowe, w największym zaufaniu przekazując rozentuzjazmowanym mieszkańcom tajną informację, z jakich miejsc najlepiej będzie obserwować przybyszów z kosmosu. O godzinie 21 most przy Zielonej Bramie ugina się już od żądnych wrażeń gdańszczan, dzierżących w drżących dłoniach aparaty cyfrowe i kamery. Napięcie, oczekiwanie, zniecierpliwienie. Wśród podekscytowanych mieszkańców przechadzają się dziennikarze, prosząc o wypowiedzi i refleksje. Godzina 21.15. UFO się spóźnia. Zniecierpliwienie rośnie. Ludzie przestępują z nogi na nogę, z niepewnością wpatrując się w rozświetlony ostatnimi promieniami zachodzącego słońca horyzont. 21.30. Napięcie sięga zenitu.  Kosmicznych przybyszów wciąż nie ma. Czyżby zdezerterowali? Nagle spośród szumu rozmów zaczyna wyłaniać się charakterystyczny dźwięk helikoptera. Po chwili jest już tak intensywny, że siłą rzeczy rozmowy cichną. Zgromadzona nad Motławą ciżba niecierpliwie wpatruje się w stronę, z której nadbiega ogłuszający hałas. Nagle zza kamienic wyłania się czarny zarys helikoptera. Konsternacja. Po chwili wszystko jest jasne: ze śmigłowca na długiej linie zwisa duży spodek, pulsujący dziesiątkami kolorowych świateł. „Ale super!” – woła szczęśliwy dziesięciolatek. Wśród starszych widzów osłupienie zmaga się z rozczarowaniem. „To ma być to UFO??”. Po chwili całe nabrzeże Motławy drży poruszone spazmami śmiechu.

 Rzeczywistość skrzeczy

Akcja amerykańskiego artysty Petera Coffina była próbą zbadania archetypicznych wzorców zagrożenia, które w czasach globalnych obaw i niepewności odnajdują swoją projekcję w wyobrażeniach o wizytach przedstawicieli pozaziemskich cywilizacji na błękitnym globie. Sztuczne UFO stawiało pytania o status pojęć realne/nierealne, podważało jasno wykreślone granice pomiędzy trywialną rzeczywistością, a realnością wyobrażoną, tworzyło socjologiczno-psychoanalityczne studium badające fenomen UFO z perspektywy teorii Junga.  Czy założenia projektu były słabe? W żadnym razie. Dlaczego więc nie zakończył się happy endem? Bo, na swoje nieszczęście, został zrealizowany.

Horyzonty anektowane przez sztukę obejmują coraz rozleglejsze obszary, a nieposkromiona wyobraźnia artystów wydaje się nie mieć granic. Jej dzisiejszy ontologiczny status wyznaczają dwa pokrewne i przenikające się nurty, stanowiące od lat sześćdziesiątych podwaliny dzisiejszego myślenia o relacji obecne/nieobecne, realne/nierealne, koncept/realizacja. Z jednej strony – monumentalne realizacje artystów z kręgu land artu, wyznaczające radykalny wyłom w uznawanym dotąd za niepodważalny statusie dzieła sztuki jako artefaktu prezentowanego w przestrzeni galerii, realizacje nie tyle kształtowane w przestrzeni, ale kształtujące przestrzeń, ogólniej – świat „rzeczywisty”, nieartystyczny, a tym samym poszerzające niemal w nieskończoność granice tego, co można uznać za dzieło sztuki. Z drugiej strony – konceptualizm, z jego tendencją do filozoficznych spekulacji, upatrywania istoty działań artystycznych w samej idei bardziej niż jej fizycznej realizacji, prymatu sztuki mentalnej. Granice między tymi dwiema tendencjami były płynne, a zarówno ich utożsamianie, jak i radykalne przeciwstawianie nosi w sobie posmak akademizmu. Jednak nie sposób nie dostrzec pewnej linii podziału, którą naznaczona jest od tego czasu sztuka – podziału pomiędzy uznawaniem sztuki jako abstrakcyjnej konstrukcji intelektualnej nie potrzebujące legitymizacji w postaci wyprodukowania artefaktu, a dążeniem do realnego kształtowania rzeczywistości według wyobrażeń artysty. W pierwszym przypadku dzieło jest jedynie dodatkiem, swoistą dokumentacją idei, w drugim – sensem i celem. Tam, gdzie materializacja idei jest warunkiem sine qua non działań artysty, tam pojawiają się często rozdźwięki miedzy założeniami a ich realizacją, przekłamania, fałszywe nuty. Czy idea, jaką kierował się Yves Klein wyskakując z okna, obejmowała również złamania, jakimi zakończyła się akcja? Abstrakcyjne założenia projektu były niewykonalne. Człowiek nie poszybuje jak ptak. Rzeczywistość nie nagnie się do wymogów sztuki. Twórczość ostatniego półwiecza obfituje w działania, w których intelektualne założenia przegrały z twardymi realiami życia. A co gdyby wycofać się z tej nierównej walki?

 Artystyczny second hand

The Dump.net” Maurice’a Benayoun wyciąga konsekwencje z owej nieprzystawalności idei do świata realnego. Umieszczone na blogu pomysły nie są projektami przeznaczonymi do realizacji – są raczej luźnym zbiorem idei, inspiracji, zalążków, które mogą, ale nie muszą przeewoluować w konkret. Materialne gesty mają drugorzędne znaczenie – z tej perspektywy francuski artysta jest spadkobiercą myśli konceptualnej, uznającej prymat idei nad jej realizacją. Nie o etykiety jednak chodzi. Ważny jest inny radykalny gest, jakiego dokonuje Benayoun.  Nie tylko konsekwentnie rezygnuje on z realizacji swoich pomysłów, ale świadomie wycofuje się z dwóch kluczowych dla sztuki wartości – z integralności idei oraz integralności autorstwa. Zostają one podważone, rozproszone, rozmyte. Pomysły na blogu można traktować jako dzieła sztuki istniejące w sferze wyobrażeniowej, można też nazwać je surowym materiałem, z którego stworzymy nasze własne narracje, właściwe dzieła. Obie interpretacje są uprawomocnione, „The Dump.net” posiada bowiem strukturę kłącza, w której można poruszać się we wszystkie strony. Nie ma początku ani końca, nic nie jest tu dopowiedziane, określone, zdefiniowane. Autorytarność powszechnego układu artysta-dzieło-odbiorca zostaje zastąpiona demokratyczną strukturą, w której każdy może być zarazem odbiorcą, jak i twórcą. Artysta nie reglamentuje idei, nie jest ich bezwzględnym dyspozytorem, ale współtwórcą artystycznego fermentu. Jedna idea ewoluuje w kolejną, ich autorstwo oraz sam ontologiczny status pomysłów są rozproszone, a tym samym stają się drugorzędne. Intelektualny impuls zaczyna żyć własnym życiem.

 Słabość jako siła

Wyobraźmy sobie świat, w którym sztuka posiada strukturę odzwierciedlającą „The Dump.net”. Twórczość nie byłaby w nim wytworem rozbuchanego ego artysty, agresywnie anektującym wszystko, co daje się zaanektować, ale abstrakcyjną strukturą budowaną w relacji jednych idei z innymi, w którym pojęcia autorstwa i fizyczności dzieła sztuki wydają się anachronizmami. Nieprzypadkowo „The Dump.net” jest projektem internetowym – jak żaden inny odzwierciedla bowiem polifoniczność i demokratyczność tego medium, którego logika zaczyna powoli pochłaniać różne dziedziny życia.  Przejście do „realu” wydaje się zbędne. Czy jeśli stworzymy wycyzelowaną ideę dzieła, jeśli zacznie ona żyć, funkcjonować w dyskursie, jak lawina obrastając po drodze kolejnymi kontekstami, to czy przełożenie jej na konkret nie wyda się nam zbytnią dosłownością, wręcz tautologią, mogącą wywoływać śmieszność, podobnie jak krążące nad Gdańskiem UFO? Po co skakać z okna? Czy nie wystarcza wytworzenie w sobie idei, że MOŻEMY to zrobić? W końcu tylko wyobraźnia może podważyć prawa grawitacji.

Stąd już tylko krok do najbardziej radykalnej konstatacji, że aby sztuka mogła być czymś więcej, niż tylko składowiskiem przebrzmiałych trendów i wartości lub megalomańskich działań, musi wycofać się ze sceny i zniknąć. Trudno sobie to wyobrazić – struktury instytucjonalne nie pozwoliłyby o sobie zapomnieć. Warto jednak puścić wodze fantazji. Może idea sztuki nieistniejącej mogłaby zasilić skład myśli Maurice’a Benayoun?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: